« powrót 18 listopada 2019

Aleksander Doba, czyli NIEMOŻLIWE NIE ISTNIEJE

Burza oklasków przywitała w auli dzisiejszego gościa Aleksandra Dobę, znanego na całym świecie podróżnika i kajakarza o typowo „podróżniczo – żeglarskim” wyglądzie.

Burza oklasków przywitała w auli dzisiejszego gościa Aleksandra Dobę, znanego na całym świecie podróżnika i kajakarza o typowo „podróżniczo – żeglarskim” wyglądzie. Po przedstawieniu przez dyrektora Wojciecha Morawskiego krótkiego CV gościa zaczęła się pełna pasji opowieść z nutą humoru, a czasem i autoironii (wszak ludzie wielcy nie boją się z siebie dworować).

Ten, jak sam siebie określa, „Wielkopolanin ze Swarzędza” ciekawość świata zawdzięcza rodzicom. Od dzieciństwa uwielbia turystykę, ale wcale nie od kajaków zaczął swoją przygodę ze sportami ekstremalnymi – pierwsze były szybowce. Poleca ten sport licealistom, bo przecież niedaleko mamy lotnisko w Lesznie. Kajakarstwo zaczął uprawiać dopiero w wieku 34 lat w klubie „Alchemik” w Policach, gdzie do dziś mieszka. Od razu zakochał się w tym sporcie. Bez względu na porę roku bierze udział w spływach kajakowych po polskich rzekach (ulubiona to Brda, najtrudniejsza Kamienna w okolicach Szklarskiej Poręby). Przepłynął też rzekami Polskę po przekątnej z Przemyśla do Świnoujścia.

Następnym wyzwaniem były morza. Bałtyk opłynął wzdłuż i wszerz, opłynięcie „morza Syberii”, czyli Bajkału, zajęło mu 41 dni. W 2008 roku razem z kolegami podjął też próbę przepłynięcia kanału La Manche, ale  z powodu sztormu zmuszeni zostali przerwać rejs. Tak, nie wszystkie plany udaje się zrealizować, ale pan Doba nie zraża się niepowodzeniami.

Już wcześniej, bo w 2004 roku, gdy dojrzał do wypłynięcia na większy akwen, planował rejs przez Atlantyk z Ghany do Brazylii, który miał trwać 80 dni. Niestety, silne fale zniszczyły zapasy żywności i po dwóch dniach wyprawę przerwano. Ta porażka też nie zniechęciła naszego bohatera. Zaczął projektować wytrzymały kajak i poszukiwać wykonawcy. Pomimo trudności udało się – Stocznia Szczecińska wyraziła zgodę i 26 października 2010 roku wyruszył z Senegalu do Brazylii, gdzie dotarł 2 lutego 2011 roku. Został powitany z honorami przez ambasadora Polski i dziennikarza. Najlepiej poinformowaną osobą o jego położeniu podczas rejsu była żona. Inni śledzący rejs byli pewni, że zgubił kierunek, bo silne wiatry często znosiły go z wyznaczonej trasy. Dał radę, zaliczył jako pierwszy rejs kajakiem przy użyciu tylko siły mięśni z kontynentu na kontynent – z Afryki do Ameryki Południowej. A dlaczego nie z Europy do Ameryki Północnej? Tego wyczynu dokonał w 2013 roku, płynąc z Lizbony na Florydę, z krótkim postojem na Bermudach. Gdy przepływał przez tzw. „trójkąt bermudzki”, którego legenda głosi, że znikają tutaj w tajemniczych okolicznościach statki i samoloty, zastanawiał się, czy i jego dosięgnie ta klątwa. A może uda się rozwiązać tajemnicę? Tajemnicy nie rozgryzł, a klątwa nie zadziałała. Natomiast wykonał tam wiele pięknych zdjęć, np. wielkiej tęczy na horyzoncie. „Wtedy taka modna nie była” – skomentował.

Trzecia wyprawa znów okazała się niepowodzeniem. W 2016 roku wypłynął z New Jersey do Europy, ale kajak został uszkodzony i przeprawę trzeba było przerwać. Rok później, bez szumu medialnego wypłynął z Nowego Jorku i po 110 dotarł 3 września do Francji. Cóż to było za powitanie z lądem! Pan Doba po prostu położył się na kawałku trawnika i całował ziemię.

Osiągnięcia Aleksandra Doby zostały zauważone nie tylko przez władze polskie (został odznaczony Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski oraz Medalem Stulecia Odzyskanej Niepodległości), ale także przez prestiżowe pismo National Geographic, które w 2015 roku przyznało mu tytuł „podróżnika roku”.

Na koniec pan Doba zwrócił się do młodzieży: „W was, młodych, drzemie potencjał. Wykorzystajcie go. Jest wiele dzielnych Polek i Polaków, warto należeć do tego grona”. No to potencjalnie dzielni młodzi ludzie zaczęli zadawać pytania. Michała interesowało ewentualne zagrożenie ze strony rekinów i innych niebezpiecznych mieszkańców oceanów. Pan Doba nie bał się ich, a nawet jednego, a raczej jedną „rekinkę” pogłaskał. Adam pytał o zabraną z Polski żywność. Okazuje się, że taka żywność jest liofilizowana i nie zawiera żadnych środków konserwujących, jest smaczna (podobno). Ola była zainteresowana psychiką naszego gościa podczas tak długich podróży w samotności. „Po pierwszej wyprawie żona załatwiła mi badania, ale nie miałem tego rodzaju problemów, bo zabrałem z sobą wino”, odpowiedział. Antka zainteresowało, czego najbardziej pan Doba obawiał się przed wyprawą. Nasz bohater najbardziej bał się … żony, bo była przeciwna tym ekspedycjom. Dodał jednak, że wiele jej zawdzięcza. Joanna pytała o sposoby radzenia sobie ze zmęczeniem fizycznym (bardzo pomogło ćwiczenie na siłowni przed wyprawą), a Maksym zainteresowany był, czym się zajmował, czy się nudził, a może czytał książki? Tak, pan Doba miał jedną książkę pt. „Jaka to gwiazda”. Zosia: „Jak Pan wspomina udział w programie „Agent gwiazdy”? Gość wspomina to bardzo dobrze, bo program realizowano na Wyspach Kanaryjskich. Ostatnie pytanie zadał Mikołaj, a dotyczyło planowania dalszych podróży. „Zrealizowałem już swój plan, zbliżyłem się do granic możliwości, już nie planuję wypraw po oceanach”. Czy na pewno? Tryskający energią i humorem Aleksander Doba może nas jeszcze zaskoczyć, czas pokaże.

 

Urszula Iwaszczuk

Zdjęcia: Robert Padurek, Samorząd Uczniowski, Wojciech Morawski

« powrót Drukuj

Czytaj również:

I Liceum Ogólnokształcące im. Oskara Kolberga
Aleja Kościuszki 3, 64-000 Kościan
telefon i faks: +48 65 512 04 04
realizacja:Studio Fabryka